Krótkie historie kart – odcinek 2: indiańska zima

Ponieważ mamy grudzień, a w grudniu zwykle oczekujemy na białe święta, chciałam Wam podarować historię zaśnieżonej karty. Kiedy w sierpniu pierwszy raz przyjechaliśmy do stanu Indiana w Ameryce Północnej często słyszeliśmy pytanie: „Czy doświadczyliście już indiańskiej zimy?”. Oczywiście pytanie było dla nas mało zrozumiałe, bo przecież w Polsce mamy białe zimy z niskimi temperaturami. Bardzo szybko jednak odczuliśmy na własnych skórach co mieli na myśli nasi znajomi. Tamtego roku zima rozpoczęła się wyjątkowo wcześnie, bo już 15 października i właśnie tego dnia zostało zrobione to zdjęcie.

W ciągu jednej nocy napadało 20 cm białego puchu, a w dzień dopadało kolejne 10 cm. Drogi stały się nieprzejezdne. Chodniki były tak zasypane, że do godziny 11, kiedy to drogowcy uporali się z odśnieżaniem, nie sposób było po nich przejść. Jak to się stało, że w ciągu jednej nocy i dnia napadało aż tyle śniegu? Otóż stan Indiana znajduje się w zasięgu wielkiego jeziora Michigan. Wszyscy, którzy odwiedzili Chicago znają to jezioro. Jest ono tak wielkie, że wydaje się być morzem. Wszystkie tereny w okolicach wielkich jezior doświadczane są przez tak zwany „lake effect” czyli efekt jeziora. Powstaje on gdy zimne masy powietrza przemieszczają się nad cieplejszym od nich zbiornikiem wodnym, np. dużym jeziorem. Silne parowanie z powierzchni jeziora powoduje powstawanie chmur konwekcyjnych przynoszących bardzo silne opady. Potrafią one być tak obfite, że nie widać czubka własnego nosa, co zostało uwiecznione właśnie na tym zdjęciu. Opady potrafią pojawić się ciągu kilkunastu minut i trwać dowolnie długo. Choć w tym roku jeszcze w listopadzie mieliśmy temperaturę 20 stopni Celsjusza to zaopatrzona w puchowy płaszcz i śniegowce czekam, aż nasza okolica znienacka pokryje się białym całunem.

Wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia!

Agnieszka Marczak-Czajka

Facebook_iconPolub nas:
LockLuck – More than cards